Całość ostatecznie przekonuje i trwoży jednocześnie, choć próby uspokojenia jak najbardziej są widoczne.
Gdzieś mi brakuje jeszcze jednak bardzo istotnego elementu - potencjału zrozumienia. O ile "problem" dotyczy WSZYSTKICH, to zrozumienie większości mechanizmów tu naszkicowanych dostępnych poznawczo jest dla kilku procent ludzi. To mnie wręcz paraliżuje.
Potrzebujemy uproszczeń i mostów komunikacyjnych, żeby reszta nie została z tyłu. Teraz artykuł gra w szachy, gdy społeczeństwo jako całość gra w pokera.
Zgadzam się, że miejscami język mógłby być prostszy. Niektóre terminy zasługują na jednozdaniowy nawias wyjaśniający. Starałem się żeby sam rdzeń tekstu był zbudowany z opowieści, nie z żargonu.
Myślę, że to, co może paraliżować, to nie złożoność tekstu tylko złożoność tego, co opisuje. Wydaje mi się, że na to nie ma prostego rozwiązania, bo uproszczenie zjawiska poniżej pewnego progu to już nie tłumaczenie tylko kłamstwo.
Zdecydowanie, tekst jest świetny. Moja uwaga bardziej dotyczy wątpliwości, co dalej można zrobić z taką wiedzą. Oczywiście można by to uprościć, mówiąc „edukacja”, ale ostatecznie, zanim ktoś zabierze się za pisanie podręczników, materia, którą mają opisywać, zmieni się trzy razy... To trochę poczucie bezsilności. Bo dyktatu technologii (tak ostatecznie to widzę) nie zmieni sama świadomość „jakiegoś” jego istnienia.
O tak "Bariera wejścia do tworzenia — aplikacji, książek, projektów, gier, filmów — praktycznie zniknęła." - chociaż jedna rzecz:
Mamy odblokowane bariery tworzenia, natomiast kreatywność wciąż w ludziach IMHO!
Całość ostatecznie przekonuje i trwoży jednocześnie, choć próby uspokojenia jak najbardziej są widoczne.
Gdzieś mi brakuje jeszcze jednak bardzo istotnego elementu - potencjału zrozumienia. O ile "problem" dotyczy WSZYSTKICH, to zrozumienie większości mechanizmów tu naszkicowanych dostępnych poznawczo jest dla kilku procent ludzi. To mnie wręcz paraliżuje.
Potrzebujemy uproszczeń i mostów komunikacyjnych, żeby reszta nie została z tyłu. Teraz artykuł gra w szachy, gdy społeczeństwo jako całość gra w pokera.
Zgadzam się, że miejscami język mógłby być prostszy. Niektóre terminy zasługują na jednozdaniowy nawias wyjaśniający. Starałem się żeby sam rdzeń tekstu był zbudowany z opowieści, nie z żargonu.
Myślę, że to, co może paraliżować, to nie złożoność tekstu tylko złożoność tego, co opisuje. Wydaje mi się, że na to nie ma prostego rozwiązania, bo uproszczenie zjawiska poniżej pewnego progu to już nie tłumaczenie tylko kłamstwo.
Zdecydowanie, tekst jest świetny. Moja uwaga bardziej dotyczy wątpliwości, co dalej można zrobić z taką wiedzą. Oczywiście można by to uprościć, mówiąc „edukacja”, ale ostatecznie, zanim ktoś zabierze się za pisanie podręczników, materia, którą mają opisywać, zmieni się trzy razy... To trochę poczucie bezsilności. Bo dyktatu technologii (tak ostatecznie to widzę) nie zmieni sama świadomość „jakiegoś” jego istnienia.